21:23

Zaproszenie na śmierć - Alfred Siatecki

Ognisko, przyjaciele i znajomi, szum lasu. Pełen relaks. I kto by się spodziewał, że zaraz pojawią się jakieś dwie obce kobiety, według których ognisko znajduje się zbyt blisko lasu? Twierdzą, że reprezentują służby leśne i otrzymały zgłoszenie, że ktoś narusza przepisy. Należy się mandat. Co robicie? Podajecie swoje dane, bo co innego Wam pozostaje? Tym samym, otrzymujecie swego rodzaju wyrok, choć jeszcze nie jesteście tego świadomi.

Znalezienie ciała w eleganckim apartamencie znanego profesora nie mogło przejść bez echa. Jeśli dodać do tego zniknięcie właściciela tego apartamentu, sprawa robi się jeszcze ciekawsza. Własnie tak się dzieje. Gospodyni profesora Witkowskiego zostaje znaleziona martwa, a on sam znika bez śladu. Mimo prowadzonego śledztwa, morderca nie odpuszcza i policjanci znajdują kolejne ciała, a nie są nawet o krok bliżej do rozwiązania zagadki. Komisarz Syski robi wszystko, aby jak najszybciej został zakończony brutalny proceder, a winny zdemaskowany. Okoliczności są jednak na tyle tajemnicze i skomplikowane, że Syski nie widzi innego wyjścia, jak poprosić o pomoc Daniela Junga, który w takich sprawach ma doświadczenie jak mało kto. 

Pojawiają się tropy, które prowadzą donikąd. Na scenę wprowadzani są bohaterowie, których obecność nie wnosi wiele do śledztwa. Musiało upłynąć wiele czasu, żeby pojawił się ślad prowadzący do zakończenia sprawy. I chyba to było czymś, co wpłynęło na zniechęcenie. Czytałam i czekałam, aż zacznie dziać się coś, co sprawę wyjaśni, a nie jeszcze bardziej skomplikuje, bo tych utrudniających sytuacji pojawiło się aż za dużo. Osobiście byłam tym zmęczona. Oczywiście, dobrze jest, gdy dużo się dzieje, gdy nic nie jest proste i tak dalej. Jednak w Zaproszeniu na śmierć było tego aż za dużo.

Czego jeszcze było zbyt wiele? Postaci! Uwierzcie mi, miałam ogromny problem zapamiętać kto jest kim w tej książce. Bohaterowie pojawiali się, było ich coraz więcej. Naprawdę miałam w głowie mętlik i niejednokrotnie musiałam się cofać kilka stron lub wręcz do prologu, w którym większość z nich jest opisana. 

Żeby jednak nie pisać tylko o tych gorszych stronach - to nie jest tak do końca zła książka, tylko niepotrzebnie rozwleczona. Poprawna, ale tej poprawności jest aż za dużo. Pomysł na fabułę jest więcej niż dobry, ale ta ilość postaci i niepotrzebne rozwleczenie zepsuło efekt końcowy. Były elementy, które można było pominąć lub skrócić, osoby, o których nie było potrzeby wspominać i wyglądałoby to zupełnie inaczej. Książka może byłaby krótsza, ale jej odbiór zdecydowanie lepszy. Jest to czwarta część serii, ale poza nielicznymi momentami, nie było dla mnie kłopotliwe, choć nie znam wcześniejszych tomów serii o Danielu Jungu.

Podsumowując. Było poprawnie, ale mogło być lepiej. Nie czuję potrzeby sięgania innych części serii i ta raczej nie pozostanie na długo w mojej pamięci. Dla mnie było w tym zbyt dużo zachowawczej poprawności, bez klimatu, który by mnie wciągnął, bez drobnego chociaż szaleństwa, które działałoby jak magnes.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger