Czekam na ciebie - Ilona Golębiewska

12:39

Czekam na ciebie - Ilona Golębiewska

Instagram
Czas pędzi, nie zatrzymuje się na minutę czy nawet na sekundę. Pędzi nieubłaganie i nie mamy na to żadnego wpływu. Przez to niejednokrotnie zdarza się, że my też pędzimy. Za wiedzą, karierą, pieniędzmi. Gdzieś gubimy w tym wszystkim siebie samych, a także nasze marzenia. Jednak wystarczy jeden moment, swego rodzaju iskra, która sprawi, że nasze priorytety nieco zmienią swoją kolejność. Nasze życie zmieni się, zaktualizuje. I to jest piękne.

Baśka i Zuza się nie oszczędzały. Upał, deszcz, śnieg czy wiatr, nieważne. One niczego się nie obawiały i wytrwale przepytywały mieszkańców Warszawy, aby zdobyć materiał do swojego porannego programu telewizyjnego. Musiały zrobić wszystko, aby ten program nie został zdjęty z anteny i były na bardzo dobrej drodze do osiągnięcia celu. Wiele zmieniła niepozorna toaletka znaleziona w sklepie ze starociami i ukryty w niej list. Baśka nie miała wątpliwości, że musi znaleźć adresata listu napisanego kilkadziesiąt lat wcześniej. Zuza miała więcej wątpliwości i nie była taka chętna do podjęcia poszukiwań. Przecież miały wystarczająco dużo zajęć i jeszcze to? Nie spodziewała się, że jej koleżanka nie podda się i będzie chciała znaleźć tajemniczego Antoniego za wszelką cenę. 

Antoni Szafir wcale się nie ukrywał, wręcz przeciwnie. Prowadził znaną w całej Warszawie pracownię krawiecką, do której zaglądały znane osobistości. Był szczęśliwy. Interes "się kręcił", mógł liczyć na córkę i wnuczkę, a także na wszystkich swoich pracowników. Po śmierci żony czuł się trochę samotny, ale nauczył się z tym żyć i zawsze mógł liczyć na towarzystwo rodziny i kota Wafla. Nawet nie przypuszczał, że najbliższy czas przyniesie mu tyle wzruszeń, niespodzianek, ale także nowych znajomości. Czego chcieć więcej?

Czekam na ciebie jest książką znaczącą. Zawarta w niej historia, to nie tylko spotkanie po wielu latach dwóch zakochanych w sobie osób. Nie tylko znalezienie wśród bohaterów tych drugich połówek. Coś więcej niż nawiązanie niesamowitej relacji między osobą w młodym wieku a osiemdziesięciolatkiem. Dla mnie na kartkach tej książki została zawarta niesamowita ilość nadziei, szczęścia, ale także smutku. Autorka idealnie pokazała, jak łatwo jest kogoś stracić, nie mając na to żadnego wpływu. Pokazała też, jak wiele trzeba szczęścia, aby po tak długim czasie tę osobę odnaleźć i mieć jeszcze trochę czasu, aby móc cieszyć się swoim towarzystwem. To jest tak łatwe i tak trudne! Nigdy nie ma przecież pewności, że ta druga osoba chce odnowić znajomość, ma na to siły i zdrowie. Nie wiemy, czy po tylu latach jeszcze w ogóle żyje. 

Bohaterowie mają to szczęście i się odnajdują. Ten fakt dodaje ogromnej otuchy. Oczywiście, miałam przeczucie, że tak będzie, ale w momencie, gdy naprawdę tak się stało, poczułam ogromną radość. Wiecie, obecne czasy są trudne. Wielu ludzi traci bliskich, czasami w tajemniczych okolicznościach, czasami wszystko jest jasne, ale nie mają możliwości utrzymać ze sobą kontaktu. Tak się dzieje i bądźmy tego świadomi. Dlatego to spotkanie Jadwigi i Antoniego daje tak wiele nadziei, że przy odrobinie szczęścia i pomocy ze strony innych ludzi, może właśnie w tym momencie w prawdziwym życiu czyjaś historia również kończy się szczęśliwie. Wiem, być może to banalne, może to czar świątecznej powieści, jednak naprawdę to poczułam i za to serdecznie dziękuję autorce książki, ponieważ dzięki niej pojawiło się to ciepło w sercu i uśmiech na twarzy.

Ta historia jest pełna ciepła, emocji i wzruszeń. Jest idealna na grudniowe wieczory. Wiem, że znalazło się tu trochę spoilerów, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Nie mogłam się powstrzymać ;)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza

Kobieta w walizce - Katarzyna Bonda

11:56

Kobieta w walizce - Katarzyna Bonda

Środek nocy. Jest ciemno, ale już za moment rozbłysną pierwsze promienie słońca. Wokół spokój, rozlega się tylko nieustanny szum opon pokonujących kolejne kilometry drogi. Co może się zdarzyć? Wszystko wygląda tak spokojnie i niepozornie. Nic nie wskazuje, że zaraz za zakrętem pojawi się coś, co sprawi, że codzienne rozmowy mieszkańców Ełku będą krążyć wokół niebieskiej walizki i złotego łańcuszka.

Aspirant Grzegorz Kaczmarek przybywa do warmińsko-mazurskiego miasta, aby rozwiązać zagadkę tajemniczej niebieskiej walizki, a w zasadzie, jej zawartości. Jak bardzo trzeba być okrutnym, aby nie dość, że pozbawić kogoś życia, to jeszcze w tak brutalny sposób potraktować zwłoki nieszczęsnej kobiety? Biorąc pod uwagę fakt, że od roku nie znaleziono jednej z mieszkanek miasta oraz to, że podczas przeprowadzania śledztwa wypływają coraz ciekawsze "smaczki", sprawa nie może być łatwa, a na pewno nie należy do przyjemnych. 

Okazuje się, że konieczna jest pomoc Huberta Meyera. Profiler jest jedyną osobą, która może rozwiązać tę zagadkę. Pech chce, że w tym samym czasie Meyer tkwi w areszcie, czekając na własną rozprawę. Pewne sytuacje można nazwać szczęściem w nieszczęściu, ale dzięki nim psycholog jest w stanie pomóc Kaczmarkowi, który z biegiem czasu przekonuje się, że nie ma w Ełku osoby, której mógłby ufać, bo każdy z bohaterów ma swoje za uszami i podejrzani mnożą się jak grzyby po deszczu. Podobnie jak ofiary, których nagle zaczyna przybywać i trudno dopasować do siebie poszczególne części ciała, a poszczególni mieszkańcy nabierają wody w usta i milczą jak zaklęci. Jak to się zakończy? Co okaże się kluczowym elementem? Złoty wisiorek z inicjałami czy luksusowa niebieska walizka? A może to liczne jeziora kryją w sobie tajemnice związane ze zniknięciem i śmiercią kilku kobiet?

To moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Przyznaję się bez bicia, że od dobrych kilku lat mam na półce inną jej książkę, Florystkę, ale jakoś po nią nie sięgnęłam. Czemu? Nie mam pojęcia i biję się w pierś, że tego nie zrobiłam. Kobieta w walizce mnie zachwyciła. Postać Huberta Meyera zaintrygowała do tego stopnia, że mam poczucie, że muszę poznać jego historię od początku (swoją drogą, Florystka to trzeci tom związanej z nim serii). Jestem bardzo ciekawa, co działo się wcześniej, a moja ciekawość jest jeszcze większa co do tego, co jeszcze wydarzy się w jego życiu. Polubiłam też aspiranta Kaczmarka i  mam nadzieję, że jego postać pojawia się też w pozostałych książkach tej serii.

Wracając do konkretów. Doceniam poprowadzenie fabuły. Niby czytelnik jest rzucany od razu na głęboką wodę, bo już w prologu mamy małą zapowiedź tego, co znajduje się w niebieskiej walizce, ale stop! Nie tak szybko! Pierwszy rozdział w ogóle nie dotyczy jej zawartości, wręcz przeciwnie - przenosimy się na drugi koniec Polski, do celi więziennej, w której Hubert oczekuje na decyzję o swoim losie. Nasza cierpliwość jest wystawiona na ogromną próbę! Uwierzcie mi, cierpiałam katusze, czekając na rozwinięcie akcji, a jednocześnie nie czułam się znużona tym oczekiwaniem, bo i tak wiele się działo. Przede wszystkim, razem z bohaterami gromadziłam informacje, badałam szczegóły. Czułam, że razem z nimi prowadzę to dochodzenie. I to było świetne!

Jeśli jesteście tu ze mną dłużej, to wiecie, że co jakiś czas lubię przeczytać thriller lub kryminał (a jeśli tego nie wiecie, to zerknijcie w zakładki z przeczytanymi przeze mnie książkami, jest tam sporo tytułów, choćby TUTAJ). Przeplatam je z powieściami obyczajowymi i, chyba dzięki temu, jeszcze bardziej przeżywam perypetie bohaterów, bardziej wciągam się w całą fabułę. Nie chcę ich kończyć i tak było też w przypadku Kobiety w walizce. Czytanie tej książki było przyjemnością, rozrywką, a jednocześnie były to chwile pełne nerwów i zniecierpliwienia, ale w tym pozytywnym znaczeniu.

Składam uroczystą obietnicę, że nie było to moje ostatnie spotkanie z Hubertem Meyerem. Uwielbiam gościa!
A Wam polecam tę książkę. Sięgnijcie po nią bez chwili wahania.

Pssst! Uważajcie na zakrętach ;)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.
 

Piastunka róż - Katarzyna Michalak

15:11

Piastunka róż - Katarzyna Michalak


Instagram

Powietrze staje się ciężkie. Czujesz, jak zaciska się wokół Ciebie niewidzialna obręcz. Nie możesz się ruszyć. Chcesz krzyczeć, wołać o pomoc, ale nie jesteś w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Jest tylko gorzej i boisz się, że już nic Cię nie uratuje. Wydarzenia z przeszłości są tak okrutne, że czujesz się spętany. Czekasz na koniec, który nie nadchodzi, bo masz świadomość, że nie ma dla Ciebie ratunku. Nawet jeśli nastąpi przerwa w tych męczarniach to i tak wiesz, że one wrócą ze zdwojoną siłą. Już zawsze będą z Tobą, bo nie ma dla Ciebie nadziei na ratunek.

Właśnie takie myśli kołatały się po głowie Desmonda. Nie miał pojęcia o tym, że nie jest sam w swoim cierpieniu. Otoczył się murem, dosłownie zabunkrował się w swoim dworku i nie chciał nikogo do siebie dopuścić. I nagle pojawiła się Flora z własnym bagażem doświadczeń, tak bardzo podobnym do tego, które na swoich barkach dźwigał Desmond. O ile on zmienił się w zamkniętego w sobie, samolubnego i bezczelnego samotnika, o tyle Flora pozostała dobrą osobą. Nie wychodziła ze swojego mieszkania od kilku lat, bała się spotkań z ludźmi innymi niż jej rodzice czy siostra, otwarte przestrzenie sprawiały, że czuła paraliżujący strach. Co jest potrzebne, aby tych dwoje ludzi mogło zmienić swoje życie? Żeby otworzyli się na innych, na cały świat? Żeby poczuli, że ich życie jeszcze się nie skończyło?

Ratunkiem jest ich znajomość. Kontakt z osobą, która ma te same doświadczenia, zna ten strach, to przerażenie. Tę myśl, że życie może się zaraz zakończyć i potem nie będzie już... nic. Ludzie, którzy tego nie przeżyli, po prostu ich nie zrozumieją. To jest tak trudny temat, że nie mając za sobą takich wydarzeń, nie jesteśmy w stanie zrozumieć tych, którzy stali twarzą w twarz ze śmiercią. Florze i Desmondowi udało się wrócić do życia. Nauczyli się na nowo funkcjonować w społeczeństwie, podejmować interakcje z ludźmi. Nie było to łatwe, ale dali radę. Ile jest takich ludzi, którzy nadal się boją? 

Powiem tak. To jest moja trzecia książka Katarzyny Michalak. Z każdą jest tylko lepiej. Piastunka róż mnie zachwyciła. Historia głównych bohaterów jest bardzo bolesna i trudna. Są od siebie skrajnie różni. Desmonda wręcz ciężko polubić, bo jego charakter jest z rodzaju tych odpychających, ale to łącząca ich przeszłość sprawia, że chce się poznać ich bliżej i mieć nadzieję, że ich przyszłość ulegnie zmianie.

Przede wszystkim polubiłam tę książkę za zmianę, jaka zachodzi w bohaterach. Jest ona tak znacząca i przełomowa, że długo nie można o niej zapomnieć. Ich życie ulega zmianie o sto osiemdziesiąt stopni. Autorka zrobiła wszystko, żeby nie pozbawiać nas nadziei. Zwróciła też uwagę na jedną bardzo ważną rzecz. Nie bądźmy obojętni. Jeżeli jest ktoś, kto stroni od obcych, zamyka się w swoim świecie i utrzymuje się to przez długi czas, zwróćmy na to uwagę. Może to będzie kwestia charakteru, ale może się też okazać, że ktoś ma tak duże problemy, że nie może sobie poradzić i potrzebuje pomocy specjalisty. 

Bardzo polecam tę książkę. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to jest taka sobie historyjka jakich wiele, ale jeśli się w nią wczytamy, poznamy głębiej, będziemy wiedzieć, o co naprawdę w niej chodzi.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger