15:22

Amber-Gold Krzysztof Beśka

Instagram

Stanisław Berg potrafi zauroczyć. Swoim wyglądem, charakterem. Całym swoim jestestwem. Dżentelmen w każdym calu. Przy pierwszym spotkaniu wydaje się wręcz niemożliwe, żeby ten człowiek był detektywem! To wręcz niemożliwe. A tu proszę. Zaskoczenie. Detektyw klasy pierwszej. Przed nim ważne zadanie. Berg doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że z Johannem Wolfgangiem Grossem nie można zadzierać. Z każdym, ale nie z nim. Ma u niego dług i wie, że musi go spłacić. Dlatego zrobi wszystko, żeby znaleźć jego syna. A że tak całkowicie przy okazji zajmie się pewną aferą finansową, to już zupełny przypadek.

Rok 1895. Czas zaborów. Wyobraźcie sobie ten klimat. Elegancko ubrani mężczyźni, kobiety w długich sukniach, pierwsze elektryczne tramwaje. Dodając do tego słownictwo użyte w książce, otrzymujemy coś niesamowicie wciągającego. Może nie od początku. Osobiście, przez około 200 stron przebrnęłam z trudnością. Nie wiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi. Podobała mi się atmosfera, jaką udało się stworzyć autorowi, ale za nic w świecie nie mogłam połączyć ze sobą wątków. I wtedy nadszedł czas na jeden z rozdziałów. Klik! Nagle zaskoczyło i resztę książki dosłownie połknęłam.

Do rzeczy. Początkowo poruszonych jest wiele wątków, które pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego, więc łatwo się zrazić. Tutaj Berg, który szuka Nicolasa Grossa. Tutaj trupy. Tam kredyty. Jeszcze gdzie indziej śledztwo policji. Niby jakiś związek się pojawia, ale zaraz znika, bo wszystkie wątki są poruszane na krótko, jest ich sporo, a dość szybko po sobie następują. Jednak później - wszystko się zmienia i naprawdę zaskakuje. Nie ma się co rozpisywać o fabule z prostego powodu - wbrew temu, co napisałam wyżej, bardzo łatwo jest zdradzić zbyt dużo.

Najbardziej zaintrygowała mnie postać samego Berga. Wiecie, taki elegant, pełen czaru. Chciałabym poznać go na żywo! Co bardzo mi się spodobało? Nie jest idealny i potrafi popełnić błąd, zaufać nie tej osobie, której powinien. Ma wady, jak każdy człowiek. Bardzo dobrze. Ma swoje zasady, czasami je nagina, ale jako tako się ich trzyma. Potrafi wykorzystać przypadkowe wydarzenia do rozwiązania spraw, którymi się zajmuje. Ma coś jeszcze. Niesamowite szczęście.

Pomijając te pierwsze 200 stron, ta książka jest naprawdę dobra. Może to był celowy zabieg, żeby wytrwali ci najbardziej cierpliwi i uparci czytelnicy? Tego nie wiem, ale cieszę się, że fabuła się rozkręciła, bo w pewnym momencie ogarnęły mnie ogromne wątpliwości i czułam już rozczarowanie. Gdy tak nagle wszystko się zmieniło, odczułam prawdziwą ulgę. Nie ukrywam, że być może sięgnę po trylogię, której bohaterem również jest Stanisław Berg. Być może, bo już wiem, że książki Krzysztofa Beśki są tego rodzaju literaturą, na którą trzeba mieć prawdziwą ochotę, żeby czerpać z lektury radość i satysfakcję. Zresztą, przecież niczego nie powinno się czytać na siłę, lecz z chęci i ciekawości ;) W każdym razie, książka jest dla wytrwałych, ale uwierzcie mi, warto.

Instagram

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger