10:16

Królowa Śniegu nie żyje - Iwona Banach

Instagram

Czy do czytania świątecznych książek są potrzebne Święta? Zdecydowanie nie. Czy książka świąteczna musi skupiać się na magii, miłości i bożonarodzeniowych cudach? Absolutnie! Również w tym czasie może dojść do morderstwa, a jakże malowniczo wygląda krew na tle świeżego śniegu! Toż to idealne okoliczności, żeby dokonać zemsty, która musiała bardzo długo czekać.

Zmorzyn. Mała miejscowość, feeria świątecznych dekoracji na każdej posesji i idealne miejsce na wypoczynek dla tych, którzy chcą spędzić Święta inaczej, bez zakupów, planowania i wszystkich przygotowań. Brzmi dobrze, prawda? A tu zaskoczenie. Nic nie jest idealne tak jak się początkowo wydaje. Bogata i zarozumiała pisarka zmusiła męża, siostrę oraz pracowników (tych bez rodzin, oczywiście) do spędzenia świątecznych dni w swoim towarzystwie, z dala od ludzi. Dwoje młodych ludzi postanowiło tam się pojawić, aby wyśledzić oszusta, który bałamuci ciotkę młodej kobiety (na pewno chce ją wykorzystać i okraść, nie pierwszy raz taka sytuacja miałaby miejsce). Troje staruszków wyrywa się zza złotych krat wypasionego domu spokojnej starości, aby nie tylko zamienić łososia i kawior na bardziej pospolite dania, ale także dowiedzieć się, cóż to za łajdak chce wykorzystać córkę jednej z nich. Pozornie wszystko jest w porządku, choć motywy niektórych mogą wydać się dziwne.

Sytuacja zaczyna się komplikować. Na tapecie pojawia się Amadeusz Wieczorek vol. 2, choć pierwsza wersja nie jest do końca znana, poza imieniem i nazwiskiem. Autorka książek skupia się na swojej doskonałości i utrudnianiu życia innym. Uciekinierzy cierpią na niespodziewane problemy żołądkowe (kto by ich nie miał po wizycie w takim miejscu, jakie oni odwiedzili?), a Zuza z Dominikiem nie mogą trafić na żaden ślad oszusta matrymonialnego poza spluwaniem zaraz po wypowiedzeniu jego imienia i nazwiska. Co dalej? A no tak. Zmor. Jakże można o nim nie wspomnieć, skoro ktoś chce go wyeksmitować z jego własnego i osobistego młyna?

Morderstwo. Krew. Zakrwawiony nóż. Renifer. Babka. Seans spirytystyczny. Niekoniecznie w tej kolejności.

Kto zabił? Kto tak bardzo nienawidził pisarki, że musiał sięgnąć po ostry nóż i ją zabić? Możliwości jest wiele. Kobieta zdążyła tylu osobom zaleźć za skórę lub ich do siebie zniechęcić, że miejscowa policja ma naprawdę duży problem. Niby są osoby, które nie mają z nią nic wspólnego, ale skoro Marleny nie dało się lubić (nie ma co owijać w bawełnę), to podejrzany może być każdy.

Królowa Śniegu nie żyje okazała się być dobrą zabawą. Może nie śmiałam się na głos, jak przy innych komediach kryminalnych (choć nie ukrywam, trochę na to liczyłam), ale miło spędziłam z tą książką czas. To idealna pozycja na oderwanie się od problemów, kiedy mamy ochotę na coś bardzo lekkiego do czytania. 

Co mnie ujęło, to bohaterowie. Wydarzenia czasami były aż zbyt chaotyczne, za dużo działo się jednocześnie, ale bohaterowie się obronili. Trio z domu opieki - mistrzostwo. Przerysowani, pełni werwy, uporu i nietuzinkowych pomysłów. To właśnie oni sprawiali, że uśmiech sam pojawiał się na ustach. Tak samo ofiara. Ona była po prostu... wredna! Ale w tej swojej wredności interesująca. Bo jakie trzeba mieć mniemanie o sobie, żeby tak pastwić się nad pracownikami, rodziną? Niech podpowiedzią będzie fakt, że miała czterech mężów. Jak widać, trudno było z nią wytrzymać.

Przeczytałam tę książkę w ramach book touru. Czy w innych okolicznościach sięgnęłabym po tę książkę? Szczerze? Nie wiem. Bawiłam się przy niej dobrze, pomysł na fabułę przypadł mi do gustu, ale brakowało mi tego "czegoś". Dopadły mnie mieszane uczucia. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Iwony Banach i jest duże prawdopodobieństwo, że sięgnę po inne jej książki. Chcę się przekonać, czy znajdę to "coś" ;) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger