21:46

Fruwające figurki - Adam Molenda

Instagram

Ludzie zawsze chcieliby mieć więcej niż mają. Choćby mówili, że przecież wcale tak nie jest, że wystarcza im to, co mają w tej chwili, to gdzieś tam głęboko, w zakamarkach swojej świadomości, są rzeczy, których skrycie pragną. I do nich dążą, mniej lub bardziej świadomie, ale jednak kroczek po kroczku zbliżają się do upragnionego celu. Jaki cel miał Artur? 

Dość prozaiczny. Marzyła mu się odrobina luksusu. Chciał przestać martwić się, czy z jego dyrektorskiej wypłaty na wszystko im wystarczy. Chciał mieć też coś swojego, co będzie zawdzięczał sobie i swoim staraniom. Co z tego wyszło? Nic dobrego.

Jego pierwszym i, chyba, największym błędem było zaufanie Żyłom. Robili z nim wszystko, co tylko chcieli. Każde przewinienie potrafili obrócić na swoją korzyść, a Artur z żoną biernie to obserwowali. Podejmowane przez nich próby wyegzekwowania pieniędzy lub chociaż uczciwości ze strony wspólników nie przynosiły żadnych efektów. Nie mieli szans na odzyskanie, zwrot kosztów. Zostali najzwyczajniej w świecie oszukani.

Być może drugim błędem Artura była próba upodobnienia się do swojego promotora. Myśli oraz działania profesora Baden-Siemanko były ukierunkowane dość jednoznacznie, czego dowodził temat pracy doktorskiej Artura. Miało to swoje zalety, ponieważ małżeństwo odkryło siebie na nowo, a coraz to ciekawsze eksperymenty seksualne zdecydowanie ożywiły ich relacje. 

Mam bardzo mieszane uczucia po lekturze tej książki. Z jednej strony, mamy najszczerszą prawdę. Żyłowie idą "po trupach do celu", Artur z żoną są chyba najbardziej naiwnymi ludźmi na świecie, a na koniec musiała się wtrącić mafia, przed którą drży nawet policja i prawnicy. Z drugiej strony, wszystko jest tak bardzo przerysowane, czasami wręcz groteskowe, że aż skóra cierpnie! Brakowało mi pomiędzy tymi "stronami" jakiejś równowagi, która przemówiłaby zdecydowanie na korzyść tej książki. Objętość była idealna, wplatane gdzieniegdzie elementy erotyki i czarnego humoru zdecydowanie dodawały charakteru. Tylko ta przesada, to przerysowanie. Jest to zdecydowany minus całej książki.

Plusem są wyraziste charaktery bohaterów. Cwaniactwo w zderzeniu z naiwnością i nadmierną ufnością zostały pokazane idealnie. Były momenty, że było mi autentycznie żal Artura, a za chwilę miałam ochotę nim potrząsnąć, żeby w końcu się opamiętał i nie pozwalał sobą pomiatać. Żyłowie swoją bezczelnością potrafili wzbudzić jednocześnie zdumienie (niektóre z ich pomysłów w życiu nie przyszłyby mi do głowy) i najwyższy stopień zdenerwowania. Książka ma trochę ponad 250 stron, a potrafiła wzbudzić tyle emocji!

Nie wiem, czy powinnam Wam polecać Fruwające figurki, bo najzwyczajniej w świecie, czuję się rozdarta. Kwestia tej książki nie jest dla mnie do końca jasna i chyba każdy musi sam, osobiście wyrobić sobie opinię na jej temat. Być może będę musiała przeczytać ją ponownie, żeby mieć o niej jednoznaczne zdanie? Czas pokaże :)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Akronim

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger