21:54

Odzyskanie - Anna Robak-Reczek

Instagram

Wojna była prawdziwym piekłem. Każda osoba, której udało się przeżyć musiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości, tak różnej od tej, która została w pamięci sprzed konfliktu. Jeszcze trudniejsze było to dla ludzi, którzy zostali przesiedleni na Ziemie Odzyskane. Musieli zacząć żyć tak, jakby przed nimi nie mieszkał tam nikt, a przecież niełatwo jest wyprzeć z pamięci fakt, że zajęło się czyjeś mieszkanie, że korzysta się z cudzych rzeczy, że śpi się w łóżku, które jeszcze nie tak dawno temu zajmował inny człowiek. Tak inny, bo Niemiec.

Alina Majewska jest właśnie jedną z pierwszych, która zamieszkała na Ziemiach Odzyskanych. Lubin stał się jej nowym domem, nie chciała już nigdzie jechać, szukać miejsca dla siebie. Nie od razu poczuła się w nowym mieszkaniu jak we własnym domu, ale z czasem, bardzo długim, udało się jej to osiągnąć. Na pewno pomogło jej w tym sprowadzenie do miasta rodziny, która była dla niej ogromnym wsparciem. Alina w końcu nie była samotna, ale mogła być sama wtedy, kiedy tego naprawdę potrzebowała, co było bardzo cenne. Dzięki swoim umiejętnościom miała pracę, mogła się utrzymać bez większego problemu. Postanowiła przestać "żyć swoim dawnym życiem". To, co było przed wojną już nie wróci. Jej mąż nie pojawi się w progu domu, nie powita, nie przytuli. Warszawa stała się dla niej odległym snem, do którego zdarzyło się jej wrócić, ale ten powrót miał charakter krótkich odwiedzin w miejscach, które były jej jednocześnie i znane, i obce. Tak bliskie i tak bardzo różne od tego, co zapamiętała.

Odzyskanie jest historią w pełnym znaczeniu tego słowa. Chyba rzadko zastanawiamy się nad tym, co działo się zaraz po wojnie. Tak, skończyła się. Tak, było ciężko odbudować kraj po kilku latach koszmaru. Ale jak to konkretnie wyglądało na terenach, które pojawiły się w granicach naszego kraju i tam, gdzie Polski już nie było? Przesiedleńcy mogli zabrać tyle rzeczy, ile zdołali spakować i udźwignąć. Jechali długie godziny i nawet nie wiedzieli, gdzie będzie koniec ich podróży, a kiedy w końcu nastąpił, musieli zacząć normalnie żyć w nowym miejscu, które nie tak dawno temu, za to w ogromnym pośpiechu, opuszczali Niemcy. Zostawili większość rzeczy, bo nie mieli czasu i możliwości zabrać je ze sobą, nie opuszczała ich też myśl, że kiedyś wrócą do swoich domów. Tak się nie stało, ale wielu przesiedleńców dbało o zastane przedmioty tak, jakby ich właściciele mieli po nie kiedyś wrócić.

Ta książka pokazuje nam szczegóły, które nie są jakoś powszechnie omawiane. Osobiście, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wyglądało takie przesiedlenie. Inaczej, ogólny zarys był mi znany, choćby z lekcji historii, ale nie zastanawiałam się nad tym konkretniej. Chyba najbardziej poruszył mnie fakt dbania o mieszkania i sprzęty, które Polacy znaleźli w swoim nowym mieście. Ta niepewność, czy ktoś po nie kiedyś nie wróci. To dbanie o nie swoją własność, choć formalnie należała ona do nowych mieszkańców. I w końcu - to stopniowe, powolne zanikanie elementów kultury niemieckiej. Czas mijał, wszystko ulegało zmianie. Polska stawała się coraz bardziej polska.

Bardzo się cieszę, że autorka zdecydowała się opisać tego rodzaju historię. Na pewno pomogła otworzyć oczy na to, co działo się w przeszłości i uświadomić, że koniec wojny wcale nie oznaczał końca cierpienia. Dla niektórych trudne chwile nie zakończyły się wraz z nią, lecz trwały nadal. Odzyskanie ziemi to jedno, ale odzyskanie własnej tożsamości i przynależności do tej ziemi, jest tutaj chyba najistotniejsze. 

Książka jest godna polecenia dla każdego, kto chce spojrzeć na temat przesiedlenia "od środka". Jeżeli chcecie wiedzieć, z jakimi problemami borykali się przesiedleńcy, jak wyglądała ich aklimatyzacja i współpraca, sięgnijcie śmiało po ten tytuł.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger