20:16

Zapisane w pamięci - Ewa Pirce

Instagram

Przeszłość jest takim elementem życia, którego nie da się usunąć, wykasować czy wymazać poszczególne fragmenty. Backspace tu nie wystarczy. To, co przeżyliśmy zostaje z nami, jest naszym "bagażem" i już się tego nie pozbędziemy, choćbyśmy nie wiem jak bardzo tego pragnęli. Problem polega na tym, że nie każdy chce pamiętać swoją przeszłość. Dla jednych jest ona czym przyjemnym, miło wspominanym, ale dla innych będzie prawdziwym koszmarem, który zaważył na reszcie życia. 

Eva i Alex mają za sobą właśnie takie chwile. Nie chcą o nich pamiętać, czują się złamani przez życie, ale jednocześnie walczą, aby jeszcze zacząć żyć na nowo. Każde na swój sposób. Alex zatracił się w boksie. Wyładowuje złe emocje, pokonuje kolejnych przeciwników. Nie bez przyczyny jest nazywany Żniwiarzem. Eva, przede wszystkim, wyrywa się swojemu oprawcy, żeby być wolną osobą. I tak poznają się w Nowym Orleanie. 

Może się wydawać, że na tym ta książka mogłaby się skończyć. Cierpieli? Cierpieli. Postanowili zmienić swoje życie? Postanowili. Spotkali się? A i owszem. Zakochali się w sobie? Oczywiście, że tak! Także mamy piękny finał. A tu psikus! Nic nie jest tak do końca oczywiste. Uczucie rośnie, motyle w brzuchu szaleją, kolejne walki wygrane, ale przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Wprowadzi sporo komplikacji w relacje między Evą a Alexem, zostaną wyciągnięte najgorsze brudy, nie obejdzie się bez dość drastycznych sytuacji, ale to wszystko nadaje tej książce odpowiedniego tonu.

Teraz tak na poważnie. Ta książka jest rewelacyjna. Nie będę opisywać fabuły, bo nie o to teraz chodzi. Chcę zwrócić Waszą uwagę na inne rzeczy. Na charakter tych postaci. Na emocje, które potrafią zgnieść czytelnika swoją intensywnością. Na dbałość o szczegóły. I takich elementów jest naprawdę wiele, a mam wrażenie, że każda osoba zwróci uwagę na kolejne. 

To nie jest pierwsza książka Ewy Pirce, miałam okazję czytać wcześniejsze (Córka pedofila KLIK, Obietnica KLIK), więc w takim trochę minimalnym stopniu wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale tylko częściowo (wszak nikt nie jest jasnowidzem). I muszę przyznać, że książki tej autorki są dla mnie swego rodzaju pewniakiem. Spotkałam się z opinią, że przecież to wszystko już było. Że to jest tylko kolejne powielenie już opisanych gdzieś tam, kiedyś tam sytuacji. Owszem, być może to już było. Jednak nie w takim stylu i nie z tymi emocjami. Wątek erotyczny był bardzo zgrabnie prowadzony, bez jakieś przesady. Czasami pojawia się przesyt tego rodzaju scenami, ale tym razem nie mogę tego zarzucić. 

Muszę się do czegoś przyznać. Nie wiem, czy to kwestia jakiejś większej wrażliwości od momentu, gdy zostałam mamą, czy nie mając dziecka też bym tak zareagowała, ale po przeczytaniu fragmentów dotyczących dzieciństwa Alexa musiałam odkładać książkę. Nie byłam w stanie czytać dalej, bo musiałam po prostu ochłonąć i wierzcie mi, naprawdę, nie przesadzam. Czułam się zdruzgotana tym, co przeżywał ten mały chłopiec. Wyobraźnię mam całkiem niezłą, więc ona też dołożyła swoje. 

Jednak jest jedna rzecz, która mnie irytowała, pojawiała się zdecydowanie zbyt często, wręcz nachalnie. Częstotliwość zwracania się Aexa do Evy per "Aniołku" niewypowiedzianie działała mi na nerwy. Było tego po prostu za dużo. Rozumiem, dlaczego tak do niej mówił, ale czasami miałam ochotę zadać mu pytanie, czy nie pamięta jej imienia. To tylko taki jeden szczegół, który mnie raził podczas lektury.

Ewa Pirce napisała kolejną bardzo dobrą książkę. Takie jest moje zdanie i mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tytułu będzie więcej osób z podobną opinią. Mam też nadzieję, że kolejna książka tej autorki (Odkupienie - premiera już 25 maja!) również mnie nie zawiedzie. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Krokusowe Przemyślenia , Blogger